nie!tabu

Cover image for Lust Supper - "Be my violentine", relacja z wydarzenia
Ona Bez Tabu dla Oni Bez Tabu

Opublikowano dnia

Lust Supper - "Be my violentine", relacja z wydarzenia

Na Lust Supper zbieraliśmy się już… długo 😅 Z różnych powodów nie udawało nam się dotrzeć i tym razem mimo przeciwności, dotarliśmy! Ale od początku...

Lust Supper to coś więcej niż impreza, to społeczność, doświadczenie i wolność wyrażania siebie. Zasady są proste: wchodzisz z kartą, przestrzegasz granic innych, a każda forma interakcji jest świadoma i dobrowolna. Dress code jest integralną częścią wydarzenia tym razem to czerń, lateks, koronki, aksamit, kinkowe dodatki, czerwone akcenty - im bardziej violentine, tym lepiej.

Karty: my swoją odebraliśmy na ostatniej możliwej imprezie. Bo po tym jak karta będzie wyrobiona masz 3 imprezy na jej odebranie. Możliwość odbioru była w dwóch lokalizacjach, do 18 bardzo daleko od naszego mieszkania a od 19 w miejscu eventu. Byliśmy na czas, czekaliśmy na dotarcie na miejsce wydającego 30 minut...

Tym razem Lust Supper zawitało na Żoliborz, w stosunkowo niewielkim lokalu, tak przynamniej nam się wydaje. Już od wejścia czuło się intensywną energię, tłum ludzi, powiew alternatywnej erotyki w powietrzu! Momentami parkiet był stłoczony, co gorsze w lokalu było dość zimno(na dworze tylko 0 stopni), co trochę studziło ognisty nastrój...

Na scenie zawitała Lady G, z pokazem "Slavic Dust", który już znaliśmy z festiwalu Rozkosz w Poznaniu. Tu był wydawał się znacznie krótszy i bardziej skondensowany, wciąż spektakularny, pełen ekspresji, ale brakowało tego powolnego budowania napięcia, które pamiętamy z festiwalu. Nadal jednak przyciągał wzrok i wprowadzał w trans, a reakcje publiczności były entuzjastyczne.

Organizatorzy obiecywali nowe atrakcje, video darkroom i slave parking. Video darkroom zrobił wrażenie, kiedy event rozkręcił się na dobre co chwile ktoś gościł na ekranach. Slave parking niestety nie pojawił się, co było małym rozczarowaniem.

Po imprezie dla wytrwałych był after w klubie Utopia (dawny ACT). My już nie tam nie dotarliśmy - chyba jesteśmy za starzy na imprezy po imprezie 😅

Krótko porównując z Sodomą. Sodomę określiła bym jako wydarzenie: mnóstwo pokazów, konkursów, atrakcji. Be My Violentine miało charakter bardziej imprezy klubowej, mniejsza liczba atrakcji, mniej rozbudowany program, ale za to wyrazisty klimat, więcej nagości.

Byliście!?


Zobacz również:

Najlepsze komentarze (0)