nie!tabu

Świata Swingu dla Świat Swingu

Opublikowano dnia • Oryginalnie opublikowano na swiatswingu.pl

Zazdrość w klubie – czyli co się dzieje, gdy teoria zderza się z żywym ciałem.

Ludzie mówią, że w świecie swingersów nie ma zazdrości. A nawet jeśli się pojawia, to szybko się ją „przepracowuje”, bo przecież wszystko jest uzgodnione, przegadane, przefiltrowane przez sto rozmów przy winie. Tylko że to tak nie działa. Nikt nie przygotowuje się na zazdrość, dopóki ona nie siada z tobą na skórzanej kanapie, nie wbija wzroku w twoją partnerkę i nie mówi ci szeptem, że nie jesteś już najważniejszy. A czasem nawet nic nie mówi. Wystarczy, że po prostu tam jest.

Wchodzisz do klubu i wszystko wydaje się luźne. Ludzie się uśmiechają, pary przysuwają do siebie biodra, słychać muzykę, która nie wybija się zbyt mocno, ale trzyma ciśnienie. Jest klimat. Jest przestrzeń. I wydaje ci się, że jesteś gotowy – przecież ustaliliście granice, przegadaliście wszystkie „co jeśli”, zaplanowaliście, że dziś tylko obserwujecie. I przez pierwszą godzinę wszystko się zgadza. Siadacie razem, łapiecie się za dłonie, rozmawiacie z innymi. Pojawia się flirt, ktoś rzuca dwuznaczne zdanie, śmiejesz się razem z nią, ale kątem oka widzisz, że to już nie ty jesteś obiektem uwagi. I wtedy zaczyna się przesunięcie. Jakby coś minimalnie się odchyliło – niewielki ruch, ledwie drgnięcie. A jednak czujesz je całym ciałem.

Zazdrość nie zawsze przychodzi z hukiem. Czasem wślizguje się cicho, między jedno spojrzenie a drugie. Nie masz pewności, czy to już ona, czy tylko twoja wyobraźnia się rozkręciła. Ale serce lekko przyspiesza. I zaczynasz się przyglądać z innej perspektywy – czy ona naprawdę się tak śmieje tylko z grzeczności, czy jednak to flirt? Czy on trzyma ją za talię dla żartu, czy dlatego, że coś już się zaczęło? W głowie buduje się historia. Często niepotrzebna, ale realna.

Mieliśmy kiedyś sytuację – para, która przyszła pierwszy raz. Śliczni, bardzo w sobie zapatrzeni. Przez godzinę trzymali się jak na randce. I nagle on zniknął, a ona została w otoczeniu nowo poznanych ludzi. Wydawało się, że czuje się bezpiecznie, że wszystko idzie zgodnie z planem. A potem wrócił. Zmieniło się wszystko. Jego spojrzenie, jej ułożenie ciała, ton rozmowy. Coś się przekroczyło, choć nikt nie powiedział ani słowa o tym, co konkretnie. Skończyło się krótką kłótnią przy barze, płaszczem rzuconym na ramię i ciszą, która przez kilka minut zawisła nad salą.

Ludzie myślą, że klub swingerski to wyzwolenie. Często tak jest – ale to wyzwolenie ma swoją cenę. Trzeba być gotowym, że nie wszystko będzie pod kontrolą. Że emocje, których nie znasz, pojawią się nagle. I nie zawsze będą miały nazwę. Może to będzie zazdrość, a może poczucie odrzucenia. Może złość, że partnerka szybciej się otworzyła na innych, niż zakładałeś. Albo zawstydzenie, że sam nie wchodzisz w interakcje tak śmiało, jak chciałbyś.

Czy da się do tego przygotować? Nie do końca. Ale można sobie pomóc. Ustalcie sygnały. Zatrzymajcie się, kiedy jedno z was przestaje się uśmiechać. Nie bójcie się wyjść w połowie nocy. To nie jest porażka. To dbałość o związek, który ma wytrzymać więcej niż jedną noc w klubie. I jeśli trzeba – przełóżcie granice. Nic nie jest stałe. To, że dziś coś było okej, nie znaczy, że za tydzień też będzie.

Najtrudniejsze jest przyznać się do zazdrości w świecie, który opiera się na otwartości. Bo nagle czujesz, że jesteś mniej „swingerski”, że coś cię uwiera, że zawodzisz. Ale nie zawodzisz. Przeżywasz. A to różnica.

Zdarzają się też sytuacje odwrotne – kiedy zazdrość nie dotyczy was, tylko innych. Ktoś kogoś blokuje spojrzeniem, ktoś próbuje „odzyskać” partnera poprzez zaznaczanie obecności, fizyczne gesty, czasem kąśliwe komentarze. Jeśli czujesz, że stajesz się elementem czyjegoś dramatu – odsuń się. Nie masz obowiązku brać w tym udziału. Twoja obecność to nie akcept na cudze rozgrywki.

Kluby są pełne ludzi. A ludzie to emocje, dynamiki, napięcia. I chociaż bardzo chcielibyśmy, żeby wszystko było łatwe i klarowne – nie zawsze jest. Ale może właśnie dlatego ten świat wciąga. Bo zmusza, żebyś zobaczył siebie trochę z boku. I z bliska jednocześnie.

A jeśli po takiej nocy czujesz się rozbity, niepewny, trochę zawstydzony – to też jest okej. Nie jesteś sam z tą emocją. I nie jesteś zły, słaby ani zbyt wrażliwy. Jesteś człowiekiem, który próbował. A to już coś.

Najlepsze komentarze (0)