Czasami mam wrażenie, że filmy pokazujące BDSM robią to głównie po to, żeby szokować albo podkręcić erotyczny klimat. „Psy nie noszą spodni” idzie jednak w zupełnie inną stronę. To historia Juhy, który po śmierci żony nie potrafi poradzić sobie z żałobą i przypadkiem trafia do dominy Mony. BDSM staje się dla niego sposobem na poczucie czegokolwiek i odzyskanie kontaktu z własnymi emocjami.
Film jest momentami mocny i niekomfortowy, ale jednocześnie bardzo ludzki. Zdecydowanie nie jest to typowy erotyk ani film dla każdego, ale jeśli ktoś szuka czegoś mrocznego i nieoczywistego, moim zdaniem warto dać mu szansę.
Ktoś z Was oglądał? Jak odebraliście sposób pokazania BDSM w tym filmie?
Najlepsze komentarze (1)
Fińskie kino potrafi być brutalnie szczere w pokazywaniu ludzkiej rozpaczy. To ciekawe, jak film używa BDSM nie jako szoku, ale jako narzędzia do przepracowania emocji — trochę jak fizyczna forma terapii przez ból. Nie widziałem jeszcze, ale trafia na listę. Jak odbierałaś dynamikę między Juhą a Moną — czy film pokazuje to jako coś terapeutycznego, czy raczej destrukcyjne?