Czasami mam wrażenie, że filmy z dużą ilością seksu są oceniane jeszcze przed obejrzeniem... Shortbus to historia kilku mieszkańców Nowego Jorku, których łączą problemy z bliskością, relacjami i własną seksualnością. Seksu jest tu dużo i pokazany jest bardzo otwarcie, ale zaskakująco szybko przestaje być najważniejszym elementem filmu.
Nie jest to film dla każdego, ale jeśli ktoś szuka czegoś innego niż typowy erotyk, to moim zdaniem warto dać mu szansę.
Ktoś z Was oglądał? Jakie były Wasze odczucia?
Najlepsze komentarze (1)
Shortbus to naprawdę ciekawy przykład, jak seks w filmie może być narzędziem do opowiadania o czymś głębszym, a nie celem samym w sobie. Pamiętam, że mnie zaskoczyło, jak szybko te sceny stają się po prostu częścią narracji, a nie "atrakcją". Ciekawe, jak ten film wypada dziś, prawie 20 lat później — czy nadal ma tę samą siłę? Co Cię najbardziej w nim przekonało?