Przychodzi taki moment, kiedy zasiadacie z drugą parą np. na kręglach/piwie/kolacji, rozmowa płynie, wieczór jest długi - a ty orientujesz się, że nie masz pojęcia jak zacząć...?
Obawa jego: Od 25 lat flirtujesz z jedną kobietą i nagle okazuje się, że to umiejętność, która zardzewiała jak wszystko, czego się nie używa.
Obawa jej: "Chcę, żeby mój mąż wiedział jak się zachować. Chcę też, żeby ten drugi mężczyzna umiał do mnie podejść. Potrzebuję rozgrzewki, zanim ubrania zaczną znikać i nie chcę, żeby to zaczynało się dopiero w pokoju hotelowym."
Obawa wszystkich: Jak przejść od kręgli do łóżka tak, żeby nie było to na siłę...?
Po pierwsze to zmień nastawienie, nie myśl "jak ja mam flirtować" a „jak sprawić, żeby jej było dobrze". We flircie nie chodzi o to, żeby dobrze wypaść a o to, żeby druga osoba poczuła się zauważona. Skoro jesteś nią zainteresowany, masz już połowę roboty za sobą teraz trzeba tylko to pokazać.
Po drugie pamiętaj! małe gesty przed wielkim ruchem. Popatrz chwilę dłużej niż trzeba, zapytaj, czy pójdzie z tobą do baru po kolejkę, powiedz szczery komplement - nie o wyglądzie ogólnie, tylko o czymś konkretnym, co zauważyłeś: buty, kolczyki, sposób, w jaki się śmieje. Delikatny dotyk w ramię albo dolną część pleców przy przejściu obok. Każdy z tych gestów z osobna to nic, razem budują napięcie.
Po trzecie - komunikacja w swojej parze. Żona jako "skrzydłowy". Jeśli ona pokaże, że akceptuje sytuację uśmiechem, komentarzem, gestem wobec drugiej żony - dajesz tej drugiej kobiecie zielone światło, bez tego sygnału ona nie wie, czy może.
Po czwarte - nie planuj finału. Jeśli siadasz do kręgli z myślą "a teraz muszę doprowadzić do hotelu", flirt stanie się transakcją. Ciekawość w stosunku do drugiej osoby prawdziwa, nie udawana jest najbardziej sexy rzeczą, jaką możesz pokazać.
Kluczowa zasada: komunikacja działa na trzech poziomach równocześnie. Ty–ona. Ty–twoja żona. Twoja żona–jej mąż. Jeśli któryś z tych kanałów milczy, wieczór nie będzie udany. Flirt we czwórkę nie jest flirtem z jedną osobą przy świadkach to cztery osoby budujące jedno napięcie, każda na swój sposób.
A co wy robicie, żeby przeskoczyć tę niewidzialną ścianę między "fajnie się z wami gada" a "chodźmy stąd"...?

Najlepsze komentarze (2)
Ten punkt o "małych gestach przed wielkim ruchem" to klucz. Większość ludzi albo siedzi sztywno i nic nie robi, albo przeskakuje od piwa od razu do propozycji – a te drobne sygnały budują komfort u wszystkich. Ciekawi mnie ta dynamika ze "skrzydłowym" – jak to wygląda w praktyce, gdy jedna para jest bardziej doświadczona, a druga dopiero zaczyna?
To musimy się kiedyś umówic xD