Masz rutynę pielęgnacji skóry. Wieczorem nakładasz kremy, rano – serum i krem z filtrem. Prawdopodobnie wiesz jak dbać o zdrowie psychiczne – medytujesz, prowadzisz dziennik, chodzisz na terapię.
A czy masz rutynę seksualnego self-care?
Codziennie promuję ideę dbania o własne potrzeby i stawiania siebie na pierwszym miejscu. Dobrze też wiem, że wprowadzanie tego w życie to niekiedy wyzwanie, proces i praca. A moja praca zawodowa często pokazuje mi, jak wiele z nas nie wie o tym, czym właściwie jest self-care, szczególnie gdy mówimy o przestrzeni intymnej. Dlaczego? Bo zdarza się, że mamy jeszcze małą wiedzę o sobie, o tym, co lubimy, co dostarcza nam radość i przyjemność.
Większość kobiet została nauczona, że dbanie o przyjemność seksualną to coś samolubnego, „tylko dla singli”, zastępstwo dla „prawdziwego seksu” albo temat, o którym się po prostu nie mówi. Ale prawda jest inna.
Seksualny self-care to nie luksus. To fundament twojego dobrostanu – tak samo ważny jak sen, odżywianie czy ruch. To praktyka wracania do siebie, do ciała, które ma potrzeby, do przyjemności, która nie potrzebuje usprawiedliwienia.
Dzisiaj zabiorę cię w podróż po praktykach sensualności – zmysłowo, szczerze, bez wstydu. Bo zasługujesz na to, żeby czuć się żywa w swoim ciele. Każdego dnia.
Czym jest seksualny self-care?
Seksualny self-care (nazywam go też intymnym self-care lub rytuałami sensual wellness) to świadome dbanie o własną seksualność i przyjemność – podobnie jak dbasz o skórę, zdrowie czy relacje. To nie jest tylko masturbacja, choć może być jej częścią. To holistyczne podejście do intymności, które obejmuje poznawanie własnego ciała, regularne praktyki sensualności, komunikację ze sobą i partnerem, akceptację własnych pragnień oraz inwestowanie w intymny dobrostan.
To praktyka, która mówi twojemu ciału: „Widzę cię. Słyszę cię. Zasługujesz na przyjemność.”
A przecież wciąż wiele z nas porusza się po świecie z pewnymi przekonaniami na temat seks-care, czyli dbania o swoją seksualną przestrzeń. Często są to przekonania krzywdzące, oparte na mitach, które przez lata były nam wpajane. Dlatego zanim przejdziemy dalej, musimy przełamać kilka z nich, bo nie możesz budować praktyk sensualności na fundamencie wstydu.
Mity, które blokują twój seksualny self-care
Pierwszym krokiem do intymnego dobrostanu jest rozprawienie się z mitami, które być może wciąż nosisz w sobie.
Mit pierwszy: „Masturbacja to zaburzenie i powinno się jej wstydzić.” Nie, masturbacja nie jest zaburzeniem. Masturbacja jest naturalną, zdrową częścią ludzkiej seksualności i stanowi ważny element seksualnego self-care. Jest przede wszystkim aktywnością, która pozwala nam się zrelaksować, złagodzić utrzymujący się w nas stres, poprawić nastrój i poznać reakcje, które płyną z ciała.
Mit drugi: „Kobiety się nie masturbują.” Oczywiście, że się masturbują, ale nie zawsze o tym mówią! Ta cisza wokół kobiecej przyjemności sprawia, że wiele z nas myśli, że coś jest z nami nie tak, gdy fantazjujemy czy pragniemy samotnej przyjemności.
Mit trzeci: „Masturbują się tylko napalone nastolatki.” To też nie jest prawda, ponieważ nie istnieje jakaś jedna, określona grupa osób, która może się masturbować. Masturbować mogą się wszystkie osoby w każdym wieku, jeśli tylko mają na to ochotę. Praktyki sensualności nie mają daty ważności – twoja przyjemność nie kończy się po trzydziestce, czterdziestce czy sześćdziesiątce.
Mit czwarty: „Jeśli się masturbujesz, to nie będziesz w stanie zbudować relacji.” Kolejny bardzo krzywdzący mit. Otóż, jeśli się masturbujesz, to nie przeszkadza ci to w zbudowaniu dobrych i zdrowych romantycznych lub intymnych relacji z inną osobą. Pomimo bycia w relacjach i uprawiania seksu partnerskiego, nadal jesteśmy jednostkami seksualnie autonomicznymi. Twoja seksualność wciąż należy do ciebie – nie do twojego partnera czy partnerki.
Masturbacja może być szkodliwa jedynie w wyjątkowych sytuacjach, np. gdy staje się kompulsywna lub gdy używa się do niej nieodpowiednich przedmiotów. Kompulsywność zwykle wynika z innych zaburzeń. Problem pojawia się wtedy, gdy masturbacja staje się jedynym sposobem radzenia sobie z trudnymi emocjami. W innych przypadkach nie ma negatywnych skutków zdrowotnych.
Różnica między „zwykłym” a seksualnym self-care
Gdy myślisz o self-care, prawdopodobnie wyobrażasz sobie kąpiel z pianą, maseczkę na twarz, medytację czy spacer w lesie. I to wszystko jest ważne, ale seksualny self-care jest czulszy. Dotyka przestrzeni, o której rzadko mówimy – twojej zmysłowości, pragnienia, ciała, które chce być czute, dotykane, rozbudzone.
To praktyka, która przywraca cię do ciała z całą jego wrażliwością, potrzebami, przyjemnością. I właśnie dlatego jest tak ważna, bo bardzo ważne podczas praktyk sensualności jest to, by być tu i teraz, w pełnej obecności ze swoim ciałem.
Dlaczego intymny dobrostan ma znaczenie?
Twoja seksualność nie istnieje w próżni. Jest połączona ze zdrowiem mentalnym – satysfakcja seksualna wpływa na poziom stresu, jakość snu, pewność siebie. Jest związana z relacjami – znając swoje potrzeby, możesz je komunikować. Wpływa na obraz siebie – akceptacja ciała przychodzi przez doświadczanie go, nie ocenianie. I ma wpływ na twoją energię życiową – seksualność to siła, którą możesz kultywować.
Praktyki sensualności jako seksualny self-care uczą cię czegoś fundamentalnego: twoja przyjemność ma znaczenie. Nie jako dodatek. Jako fundament.
Poznaj swoje „Dlaczego”
Zanim pójdziesz dalej, zatrzymaj się i zapytaj siebie:
Po co chcę praktykować seksualny self-care?
Może chcesz:
- Lepiej poznać swoje ciało
- Zmniejszyć stres i napięcie
- Poprawić relację ze swoim partnerem/partnerką
- Poczuć się bardziej żywa i obecna
- Przestać się wstydzić swoich pragnień
- Odzyskać przyjemność, którą gdzieś po drodze zgubiłaś
Zapisz swoją odpowiedź. To będzie twoja kotwica – powód, dla którego wracasz do praktyki, gdy będzie trudno.
Krok 1: stwórz przestrzeń dla siebie
Seksualny self-care wymaga przestrzeni – nie tylko fizycznej, ale też mentalnej.
Przestrzeń fizyczna:
- Wyłącz telefon – to czas tylko dla ciebie
- Zapal świecę – to sygnał dla mózgu: „teraz zwalniamy”
- Zamknij drzwi – twoja praktyka nie potrzebuje świadków
- Przygotuj to, czego potrzebujesz – olejek, ręcznik, wygodne miejsce
Przestrzeń mentalna:
- Pozwolenie – powiedz sobie: „Zasługuję na tę chwilę”
- Oddech – 3 głębokie oddechy, żeby opuścić myśli o dniu
- Obecność – nie myśl o tym, co będzie później; bądź tu i teraz
Krok 2: pierwsza praktyka „Obserwacja bez oceny”
To twoja pierwsza, głębsza praktyka seksualnego self-care. Nie wymaga doświadczenia, zabawek ani specjalnych umiejętności. Tylko ciebie i gotowość do obserwacji.
Jak to zrobić (15 minut):
1. Przygotuj przestrzeń (2 minuty)
Ciepły pokój, świece, wygodne prześcieradła. Możesz włączyć muzykę lub zostawić ciszę.
2. Stań przed lustrem (3 minuty)
Naga lub w bieliźnie – jak czujesz się komfortowo. Nie oceniaj, tylko obserwuj. „To jest moje ciało. Dzisiaj. W tym momencie.”
3. Połóż się wygodnie (10 minut)
Zacznij od oddechu. Potem powoli dotykaj swojego ciała – ramiona, brzuch, uda, piersi. Nie z celem podniecenia – z celem poznania.
Zapytaj się:
- Gdzie moja skóra jest najbardziej wrażliwa?
- Jakie tempo dotyku lubię?
- Które części ciała sprawiają mi przyjemność?
To nie jest test. To rozmowa: „Hej, poznajmy się. Czego lubisz?”
Krok 3: prowadź dziennik przyjemności
Po każdej praktyce (nawet tej 5-minutowej) zapisz krótką notatkę:
- Co praktykujesz dzisiaj?
- Jak się czułaś?
- Co odkryłaś?
- Co było trudne?
Nie oceniaj. Tylko obserwuj i zapisuj.
Po miesiącu przeczytasz te notatki i zobaczysz zmianę. Zobaczysz, jak praktyka stała się łatwiejsza, naturalna, twoja.
Częste wyzwania na początku (i jak je przejść)
„Nie mam czasu”
Odpowiedź: 5 minut. Naprawdę, wystarczy 5 minut. Nie 2 godziny w spa. Nie weekend w hotelu. 5 minut świadomego powrotu do ciała to więcej niż większość kobiet daje sobie przez całe życie.
„Wstydzę się”
Odpowiedź: Normalnie. Wstyd to nie znak, że robisz coś złego. To znak, że robisz coś nowego. Wstyd znika przez powtarzanie, nie przez myślenie o nim. Zacznij od praktyk, które czujesz się komfortowo robić (np. masaż dłoni), i powoli rozszerzaj strefę komfortu.
„Nie czuję nic / nie wiem, czy robię to dobrze”
Odpowiedź: Nie ma „dobrego” sposobu. Jeśli jesteś obecna, to robisz to dobrze. Czasem ciało potrzebuje czasu, żeby się „odblokować” – szczególnie jeśli przez lata ignorowałaś jego potrzeby. Daj sobie czas.
„Nie wiem, od czego zacząć”
Odpowiedź: Zacznij od oddechu. To najprostsze i najbezpieczniejsze. 5 głębokich oddechów z ręką na sercu. To już jest praktyka seksualnego self-care, bo uczysz ciało, że zasługuje na twoją uwagę.
Co dalej? Twoje kolejne kroki
Masz już podstawy. Wiesz, czym jest seksualny self-care, rozprawiłaś się z mitami i masz pierwsze praktyki do wypróbowania. To jest dopiero początek twojej podróży z seksualnym self-care. W kolejnych artykułach pokażę ci:
- Jak pogłębić praktyki sensualności (szczegółowe techniki, strefy erogenne, rytuały)
- Seksualny self-care w związku (jak łączyć praktyki solo z intymnością partnerską)
- Narzędzia i produkty (co warto mieć, a co jest zbędne)
Obserwuj profil KochajSie.pl na IG, aby nie przegapić powiadomień o nowych artykułach. A na razie przeczytaj:
- Strefy erogenne i self-love – jak odkrywać swoje ciało
- Recenzja książki „Pragnę” Gillian Anderson
- Manifest Zmysłowego Dobrostanu
Artykuł Seksualny self-care. Od czego zacząć? pochodzi z serwisu Kochajsie.pl.
Najlepsze komentarze (0)